Seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, na koncie @poruta.
Link: https://www.wattpad.com/536710893-%E2%9D%9Dto-tylko-szlaban%E2%9D%9E%E3%80%90george-weasley%E3%80%91-rozdzia%C5%82-i
Wendy Humphrey miała szczerą nadzieję, że nie był to ostatni raz, kiedy pałkarz się do niej odezwał. Zdawała sobie, co prawda sprawę, iż nie wyróżnia się na tle innych dziewczyn, a ich rozmowa była spowodowana wyłącznie serią niefortunnych przypadków, ale jej dziecięca naiwność połączona z młodzieńczym zauroczeniem nie skutkowało na pewno trzeźwym myśleniem. Wpatrywała się tępo w książkę od transmutacji, którą trzymała przed nosem i trzeci raz czytała tą samą linijkę, co w jej domniemaniu świadczyło o tym, że przez rozkojarzenie nie jest w stanie nauczyć się niczego, co przydałoby jej się w pisaniu eseju.
Podręcznik został zamknięty z trzaskiem przez jej kościstą dłoń, z plastrem przyklejonym do palca serdecznego. Mruknęła kilka niezrozumiałych słów, które bynajmniej nie były wypowiedziane z entuzjazmem, po czym położyła zażenowana głowę na drewnianym blacie, wdychając łapczywie jego zapach połączony z aromatem starych ksiąg. Nigdy nie należała do grupy wzorowych uczennic, ale ogromnie zależało jej na zakończeniu Hogwartu z dobrymi stopniami. Kto tego nie chciał? Cóż, Wendy nie miała zamiaru się poddać przez głupie i zapewne przelotne zauroczenie osobą, z którą zamieniła parę zdań. Parę zdań, które dały jej nadzieję.
Chyba właśnie to najbardziej ją dręczyło - jego wszystkie uśmiechy w jej stronę, rzucone, niby przypadkowe spojrzenia i liściki na lekcjach, zawierające pytania na temat zadań domowych (najczęściej transmutacji - tylko z tego przedmiotu bliźniacy się starali). Te ostatnie dostawała tak często, że wszędzie rozpoznałaby to charakterystycznie pisaną literę p. Wszystko dawało jej poczucie, że Weasley ją zauważa i ma do niej zaufanie. Z drugiej strony zdawała sobie sprawę, że uczucie jest na dziewięćdziesiąt dziewięć procent jednostronne.
Po chwili wzięła lekturę pod pachę i z cichym westchnieniem ruszyła w stronę biurka, by kobieta wypożyczyła na nią książkę. Przyrzekła sobie w duchu, że wieczorem przeczyta jeszcze raz wszystkie notatki i zaznaczone fragmenty i choć na chwilę odsunie od siebie natrętne myśli. Bez większych problemów została wpisana na listę wypożyczających dodatkowe materiały, a pani Pince puściła ją w stronę drzwi dopiero po powtórzeniu regułki o zakazie niszczenia mienia szkoły oraz oddawaniu pozycji w terminie.
Droga pomiędzy biblioteką a wieżą Gryffindoru nie była nadzwyczaj ciekawa - przejście korytarzem w stronę ruchomych schodów, modlitwa o dojście do celu, ewentualna walka ze złośliwością rzeczy martwych i wejście do ciepłego Pokoju Wspólnego po krótkiej rozmowie z Grubą Damą.
Wendy lubiła być Gryfonką, ale miała momenty zwątpienia, czy aby na pewno pasuje do tego środowiska. Jej rówieśnicy byli charyzmatyczni, otwarci i chętnie podejmowali się nowych wyzwań - często wychodząc z nich bez szwanku. Żywym przykładem był Harry Potter. A ona? Wystarczyło na nią popatrzeć. Siniaki, zadrapana, zawsze wszędzie spóźniona, bo w nocy pisała esej po terminie. Gdyby, miała choć troszkę odwagi, która była tak cenioną wartością, może odważyła by się podejść do George'a? Może nawet byliby już parą?
Wtedy właśnie z rozmyślań o George'u Weasleyu wyrwało ją bliskie spotkanie z torsem George'a Weasleya. Chyba nim. W każdym razie mógłby to być też Fred. Siła uderzenia odrzuciła ją do tyłu i upadła na posadzkę, amortyzując się rękoma. Ignorując kompletnie pomocną dłoń Gryfona, wstała z podłogi. Dopiero po dokładnym obejrzeniu rąk i upewnieniu się, że nie ma na nich żadnego nowego urazu, podniosła wzrok, widząc te czekoladowe tęczówki, patrzące akurat na nią. Dziękowała Merlinowi, że miała z reguły zaczerwienione policzki i nie musiała przejmować się rumieńcami, które na pewno wykwitłyby ja jej twarzy.
- Wiesz, ja nie chciałam... - zawiesiła głos, jakby czekała na odpowiedź ze strony chłopaka, zaczynając bujać się na piętach i modlić się w duchu, żeby nie palnąć niczego idiotycznego.
- George. - Siedemnastolatek uśmiechnął się pod nosem. - Przepraszam za mojego brata, chciał zwrócić na siebie uwagę, ja wcale... - Zdanie zostało przerwane przez Gryfonkę, która wykręcała sobie za plecami palce z nerwów. Spojrzenie wlepiła w legendarne już wręcz trampki, które bez wątpienia przeszły tyle, co ich posiadaczka.
- Nie musisz mnie przepraszać, serio. Nie jestem zła czy coś! Rozumiem cię w pewnym sensie, bo mam zwierzątko. To znaczy młodszą siostrę! Ale wydaje mi się, że ona bardziej niż do zwierząt zalicza się do grupy demonów - stwierdziła, na co chłopak krótko się zaśmiał. - Destiny pragnie mi zniszczyć życie towarzystkie w tej szkole, jak na Ślizgonkę przystało. Jedynym problemem jest to, że ja takowego nie posiadam. - Wzruszyła ramionami, już odrobinkę pewniej. - Ogólnie to bardzo, ale to bardzo ci dziękuję, że wtedy odbiłeś tego tłuczka, bo pewnie pani Pomfrey w tym momencie stałaby nade mną i jazgotała o niebezpieczeństwach, które niesie Quidditch.
- Tak w sumie to czemu siedziałaś na trybunach? To znaczy, wiem, że jesteś w rezerwie, ale Jack, Andrew i Ginny* też są, a biorą czynny udział w treningach. Nie żebym coś ci zarzucał, tylko ten... to nieco dziwne. - Podrapał się po karku. Wydawał się spięty, nieco nerwowy. Starał się unikać wzroku dziewczyny, która i tak patrzyła tylko, i wyłącznie na swoje buty. Ciszę na korytarzu przerywały odgłosy rozmów z Sali Wejściowej oraz przeskakiwanie kostek w palcach Wendy, która nadal stosowała swój z lekka sadystyczny tik nerwowy.
- Angelina stwierdziła, że w moim stanie, który określiła, delikatnie mówiąc jako opłakany, nie powinnam ćwiczyć, bo nabawię się kolejnej kontuzji i w razie czego nie będę mogła zastąpić kogoś innego na meczu. Ślizgoni to groźni przeciwnicy, bez wątpienia. Wiesz, ja powinnam już iść, mam jeszcze do napisania esej z eliksirów dla Snape'a i zmienienia opatrunek na kostce. Nawet nie wiesz, jaki lód potrafi być okropny. Wydaje mi się, że spiskował z tym kamieniem, szuja jedna - powiedziała wszystko na praktycznie jednym wdechu, jakby liczyła, że chłopak odejdzie pierwszy. Zdawało jej się, że robi z siebie kompletną idiotkę, mówiąc tyle i do tego tak szybko. Jakby z każdym zdaniem zrażała do siebie swoją sympatię coraz bardziej.
- Rozumiem, nietoperz to na ogół nieprzyjemny koleś. Uważaj na siebie, Wendy! - rzucił jeszcze, gdy dziewczyna ruszyła zdecydowanym krokiem w stronę swojego celu. Usłyszał jeszcze jej cichy śmiech i westchnął cicho, a radość spowodowana spotkaniem tej niepozornej fajtłapy towarzyszyła mu resztę dnia, który obfitował w dogryzanie przez Lee i Freda.
————
* Jack i Andrew zastąpili Freda i George na stanowiskach pałkarzy, a Ginny została szukającą Gryffindoru zamiast Harry'ego, po meczu ze Slytherinem, po którym doszło do bójki pomiędzy nimi a Draco. Jest to nagięcie przeze mnie kanonu dla potrzeb dalszej fabuły.
Pogubiła się, ale to chyba przez moje upośledzenie
Pisz dalej, jest git